Kreacja pieniądza. Rząd vs. banki.

Z Henryk Dąbrowski
Skocz do: nawigacja, szukaj
30.09.2010



Spotkałem w sieci wiele opinii na temat tworzenia przez banki pieniędzy z niczego. Polecam znakomity film „Money as debt” (LINK). Chciałbym podzielić się swoimi przemyśleniami na ten temat. Aby zrozumieć dlaczego i jak banki tworzą pieniądze przeprowadźmy następujący eksperyment myślowy.


1) Załóżmy, że w pewnej chwili jakiś ekonomiczny geniusz ustalił dla gospodarki Polski optymalną ilość pieniądza papierowego w obiegu. Taką ilość pieniądza wydrukowano, geniusz umarł, a przez następne lata jedynie dodrukowywano pieniądze w miejsce zniszczonych. Banki mogły pożyczać jedynie tyle pieniędzy ile zgromadziły od skłonnych je oszczędzać. To rozwiązanie promowało oszczędność i jednocześnie zapobiegało inflacji.

Warto w tym miejscu zauważyć, że każda pożyczka bankowa kreuje popyt, nawet jeśli bank pożycza jedynie pieniądze na które jest pokrycie w bankowym skarbcu. Bowiem pożyczkobiorca ma realnie np. milion złotych, a osoba/osoby, które ten milion wpłaciły również uważają, że mają milion złotych. Zatem działają na rynku tak, jakby miały więcej pieniędzy niż jest w rzeczywistości.


2) W wyniku wzrostu gospodarczego (przyjmijmy np. 3%) i inflacji (np. 2%) po 50 latach, w obiegu było 4.4 raza więcej dóbr i usług i były one 2.7 raza droższe niż poprzednio. Potrzeba było 11.5 raza więcej pieniędzy niż 50 lat wcześniej, ale tych pieniędzy nie było. Ludzie zarabiali coraz więcej, ale firmy nie mogły zgromadzić odpowiedniej ilości gotówki na wypłaty, bo ilość pieniędzy w obiegu nie wzrosła.


3) Zatem brak gotówki sprzyjał rozwojowi usług bankowych, które były naturalnym rozwiązaniem problemu. Teraz ludzie nie dostawali gotówki, ale jedynie odnotowano na ich koncie wpłatę określonej ilości pieniędzy. W ten sposób ilość pieniędzy jakimi w danej chwili dysponował bank znacznie wzrosła. Banki w swojej pomysłowości poszły dalej wymuszając wprowadzenie prawnych zakazów przeprowadzania transakcji gotówkowych powyżej pewnej kwoty.


4) Wynika stąd, że bierność rządu stała się przyczyną rozwoju banków i pozbawiła społeczeństwo należnych im korzyści. To rząd powinien każdego roku dodrukować 5% banknotów i tę kwotę rozdysponować poprzez budżet z korzyścią dla społeczeństwa.



W tej chwili rozumiemy już, że rząd powinien każdego roku zwiększać ilość pieniędzy w obiegu. Jest to przywilej rządu, a prawo społeczeństwa do zmaterializowania sukcesu jakim jest wzrost gospodarczy. Przykładowo w Polsce jest w obiegu ok. 800 mld zł, zatem każdego roku należy DODRUKOWAĆ 40-60 mld zł nowych pieniędzy. Oczywiście kwota 800 mld zł to pieniądze z uwzględnieniem pieniędzy wirtualnych wykreowanych przez banki (tzn. nie mających pokrycia w pieniądzu papierowym).


Uważam, że sytuacja obecna sięga czasów, gdy pieniądz musiał mieć pokrycie w złocie. W owym czasie zapotrzebowanie na kredyt nie mogło być zaspokojone przez żaden rząd, bowiem zdobycie odpowiedniej ilości złota nie było możliwe. Dlatego rządy wyraziły zgodę na wprowadzenie systemu w którym banki mogły pożyczać nieistniejące (wirtualne) pieniądze. Decyzja ta z pewnością służyła rozwojowi, a błędy w udzielaniu kredytów obciążały bank. W miarę odchodzenia od pieniądza mającego pokrycie w złocie system w którym banki mają prawo generować pieniądz wirtualny poprzez kredyt tracił sens.


Jest rzeczą niezrozumiałą dlaczego rząd USA znosząc w 1971 roku wymienialność dolara na złoto nie przywrócił jednocześnie rządowi USA prawa do wytwarzania CAŁEGO potrzebnego pieniądza? Od 1971 roku nie ma powodów dla których banki muszą kreować pieniądze. To rząd może (nie ma ograniczeń w postaci braku kruszcu) i powinien drukować cały potrzebny pieniądz, obywatele oszczędzać, a banki pożyczać jedynie te pieniądze które rzeczywiście posiadają. Skończyła się pewna epoka, ale banki chcą zachować nieprzysługujące im już przywileje. Chcą nadal być beneficjentami systemu, którego istnienie nie ma najmniejszego sensu.


Dobrze, zatem gdzie są te pieniądze? Otóż ponieważ bank kreuje kredyt (w praktyce jest to nieograniczona możliwość kreacji kredytu), to BANK MA NASZE pieniądze. Owszem bank ma te pieniądze jedynie wirtualnie (nie może za nie nic kupić), ale może je pożyczyć. I może wypracować z nich zysk pobierając odsetki. To ogromny przywilej. Zauważmy, że gdyby pieniądze zostały rozprowadzone przez budżet, to spadłby popyt na kredyt. Jest to istotna cecha obecnego systemu.


Kiedyś bank musiał zabiegać o wpłaty, aby móc pożyczać. Obecnie dostał prawo pożyczenia pieniędzy bez pokrycia. Kiedyś bank musiał mieć w skarbcu złoto, później musiał mieć jedynie w skarbcu pewną ilość papierowego pieniądza, teraz w zasadzie może nie mieć nic, bowiem prawo już przy niewielkiej kwocie zabezpieczenia pozwala wygenerować tak dużą ilość kredytu, że podaż kredytu przekracza popyt. Jedynym ograniczeniem jest ilość chętnych na kredyt posiadających gwarancje jego spłaty (zarobki, hipoteka, gwarancje rządowe, ... ).


Szacuje się, że jedynie około 5-10% to pieniądz stworzony przez rząd (poprzez wydrukowanie/wybicie ich w mennicy przez bank centralny). Pozostałe pieniądze zostały stworzone przez banki i są to NASZE pieniądze od których banki pobierają nienależne korzyści. Co więcej banki pobierają również odsetki od długu zaciąganego przez rząd na pokrycie deficytu budżetowego. Długu tego mogłoby nie być, albo byłby znacznie niższy gdyby rząd miał prawo wprowadzenia do obiegu pieniędzy związanych ze wzrostem gospodarczym i inflacją.


Przykładowo w Polsce większość długu (ok. 2/3), to dług powstały w wyniku zaciągania przez rząd kredytów w bankach na pokrycie deficytu budżetowego. Długu tego nie byłoby w ogóle, gdyby rząd realizował swoje prawo i dodrukowywał każdego roku odpowiednią ilość pieniędzy. Podkreślmy: rząd powinien mieć prawo dodrukowania pieniędzy w wysokości związanej ze wzrostem gospodarczym i inflacją. Nie chodzi tutaj o przyznanie rządowi prawa do swobodnego dodrukowywania pieniędzy. Zupełnie na marginesie można zauważyć, że ilość pieniędzy jaką pozwalano by dodrukować w związku z inflacją mogłaby być o połowę mniejsza, co w naturalny sposób wygaszałoby inflację.


Pojawia się następujące pytanie: dlaczego to rząd pożycza pieniądze od banków, a nie banki od rządu. Z przytoczonych wyżej argumentów wynika, że powinno być tak

  1. rząd dodrukowuje pieniądze, aby pokryć zwiększone zapotrzebowanie związane ze wzrostem gospodarczym
  2. rząd dodrukowuje (w odpowiedniej części np. 1/2) pieniądze, aby pokryć zwiększone zapotrzebowanie związane z inflacją
  3. rząd ustala politykę kredytową i dodrukowuje wynikającą z tych ustaleń pulę pieniędzy, które to pieniądze banki mogą pożyczyć od rządu na ustalony procent (czyli rząd wspiera możliwości kredytowe banków w przypadku zbyt małych oszczędności).


Podsumujmy. W chwili, gdy pieniądz stracił pokrycie w złocie rząd jest w stanie zaspokoić wszelkie potrzeby kredytowe, aby zapewnić rozwój gospodarczy. Rząd zrezygnował z tego przywileju pozostawiając go bankom i pozbawiając społeczeństwo prawa do zmaterializowania sukcesu jakim jest wzrost gospodarczy i rozdysponowania odpowiedniej puli pieniędzy przez budżet. Istotne jest też istnienie prawa zmuszającego rząd do pożyczania pieniędzy od banków. To banki czerpią profity z wypracowanego przez społeczeństwo dochodu (wzrost PKB) lub poniesionej przez społeczeństwo straty (inflacja).


Z dwóch możliwości

  • rząd kreuje pieniądz papierowy, banki jedynie zarabiają na jego gromadzeniu i pożyczaniu
  • banki kreują pieniądze wirtualne i wprowadzają je w obieg, rząd jest w sytuacji petenta, który musi pożyczać pieniądze od banków

wybrano opcję korzystną dla banków, a niekorzystną dla kraju.