Hańba i chwała – Stalin'44

Z Henryk Dąbrowski
Skocz do: nawigacja, szukaj
09.10.2012


Krym, konferencja jałtańska 4-11 lutego 1945. Stalin i Churchill żartują w pokoju konferencyjnym pałacu w Liwadii.



W artykule Hańba i chwała – Powstanie Warszawskie przedstawiłem m.in. argumenty przemawiające za tym, że Powstanie Warszawskie było prowokacją zorganizowaną przez Stalina i wspartą mniej lub bardziej świadomie przez Churchilla. Artykuł ten w całości poświęcony będzie temu problemowi.


7 i 12 czerwca 1944 roku premier Stanisław Mikołajczyk spotkał się w Waszyngtonie z prezydentem Rooseveltem. Roosevelt obiecał Mikołajczykowi, że zwróci się do Stalina z prośbą, aby ten zechciał spotkać się z Mikołajczykiem. Jednak 11 lipca 1944 podsekretarz stanu USA, Edward Stettinius, powiadomił ambasadora Ciechanowskiego, że Stalin uważa spotkanie z premierem Mikołajczykiem za niecelowe[1].


Zatem 11 lipca, na 21 dni przed wybuchem Powstania Warszawskiego, Stalin w ogóle z Mikołajczykiem nie chce rozmawiać. Istotnie, o czym ma rozmawiać z premierem rządu, którego ZSRS nie uznaje? Przecież byłaby to prywatna wizyta Mikołajczyka u Stalina. Okaże się jednak, że do rozmów wkrótce dojdzie. Stalin szykując prowokację musiał odrzucić propozycję spotkania, aby prowokacja nie była zbyt widoczna. Samo odrzucenie tej propozycji wprowadza atmosferę napięcia, tak bardzo Stalinowi potrzebnego, aby sprowokować Polaków do popełnienia błędu. Teraz do gry mogą włączyć się Brytyjczycy.


Churchill nie miał złudzeń, był twardym graczem i doskonale widział grę Stalina. Zdawał sobie sprawę, że na niepodległą Polskę nie ma najmniejszych szans. Zresztą prawdziwie niepodległa Polska byłaby również i dla niego kłopotliwa. Polacy domagaliby się zbadania okoliczności śmierci gen. Sikorskiego, oczekiwaliby brytyjskiego wsparcia w wyjaśnianiu sprawy Katynia, stawialiby niewygodne pytania dlaczego nie zrobiono nic, aby przerwać mordowanie Żydów w KL Auschwitz. Churchill wiedział, że ZSRS to sojusznik, a Polska to problem. Jednak Churchill nie chce Polski całkowicie zniewolonej. Chciałby, aby Polska zachowała jakieś resztki suwerenności, aby była dla Stalina zadrą w jego imperium. Wkłada wiele wysiłku, aby przekonać Mikołajczyka, że inna opcja polityczna, niż dogadanie się z sowietami, nie istnieje.


Mikołajczyk chce rozmawiać ze Stalinem. Z jego inicjatywy 20 lipca 1944 Churchill pisze do Stalina „Jeśli chodzi o Polskę, to unikałem mówienia czegokolwiek, ponieważ wierzę w Pana braterstwo z ruchem oporu [w Polsce], jeśli ten uderzy mocno i naprawdę przeciwko Niemcom. Jeśli Mikołajczyk poprosi o spotkanie z Panem, to mam nadzieję, że wyrazi Pan zgodę[2]. Na brytyjskie wsparcie premier Mikołajczyk nie ma co liczyć, ale na razie udaje, że nic nie wie. Rozczarowanie nadejdzie szybko[3].


Teraz Stalin osiągnął dogodną pozycję do realizacji swoich zamiarów. Bez najmniejszego trudu jest w stanie przewidzieć rozmieszczenie sił sowieckich na froncie. Zgadza się na spotkanie z Mikołajczykiem w dniu 3 sierpnia 1944 roku i aby zwiększyć napięcie przed wizytą, wykonuje kolejny krok – w dniu 21 lipca tworzy Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego (PKWN) – marionetkowy rząd polski kontrolowany całkowicie przez Stalina.


Możemy jedynie domyślać się, że Mikołajczyk traktuje poważnie słowa z listu Churchilla o braterstwie Stalina z polskim ruchem oporu, „jeśli ten uderzy mocno i naprawdę przeciwko Niemcom”. Efekt jest natychmiastowy – 21 lipca generał Komorowski ps. Bór wydaje wstępną zgodę na rozpoczęcie powstania w Warszawie, zastrzegając jednak, że data wystąpienia zostanie ustalona w terminie późniejszym i będzie uzależniona od rozwoju sytuacji na froncie.


Machina prowokacji zaczyna się rozkręcać.


W dniach 23-24 lipca w Warszawie widoczna jest panika ludności niemieckiej oraz niemieckiej administracji. Niemcy w pośpiechu opuszczają Warszawę. Nagle 26 lipca panika zostaje opanowana. Co takiego się stało, że udało się Niemcom opanować panikę? Czy na froncie zaszły jakieś zmiany? Owszem, na gorsze, bo od 25 lipca sowieci maszerują w kierunku Warszawy.


25 lipca 1944 Sowiecka Druga Armia Pancerna, w sile 3 korpusów (570 czołgów i dział pancernych) dociera do Wisły w okolicach Dęblina i Puław i otrzymuje rozkaz samobójczego marszu wzdłuż Wisły na północny - zachód (formalny rozkaz nakazywał przeciąć połączenia kolejowe i drogowe między Warszawą a Białymstokiem i Brześciem – ale tak ambitny cel wymagał sił znacznie większych, ze względu na koncentrację jednostek niemieckich pod Warszawą). Każdy bardziej zdolny dowódca z łatwością zauważyłby, że armia ta jest wysyłana w niemieckie kleszcze, a próba tak głębokiego wdarcia się w siły niemieckie musi zakończyć się niepowodzeniem.


To właśnie działa tej armii usłyszą mieszkańcy Warszawy sądząc, że wyzwolenie miasta jest bliskie, a toczące się walki skłoniły płk. Chruściela ps. Monter i gen. Komorowskiego ps. Bór do wydania decyzji o wywołaniu powstania. I dokładnie o to chodzi Stalinowi.


27 lipca 1944 około godziny 17.00 gubernator Ludwig Fischer przez megafony ogłasza wezwanie

Polacy! W 1920 roku, za murami tego miasta, odparliście atak bolszewizmu, okazując w ten sposób swą antybolszewicką postawę. Dziś Warszawa znów stała się zaporą dla czerwonego potopu, a jej wkładem w walkę winien się stać udział 100 000 mężczyzn i kobiet w pracach przy budowie linii obronnych. Zbierajcie się na głównych placach na Żoliborzu, przy Marszałkowskiej, przy placu Unii Lubelskiej, (...). Winni odmowy będą ukarani.


Warszawiacy mają się stawić na wyznaczonych placach 28 lipca o godzinie 8.00. W odpowiedzi płk Antoni Chruściel ps. Monter bez porozumienia z KG AK ogłasza alarm(!!), ale Komenda Główna AK jest jeszcze ostrożna, 28 lipca gen. Komorowski ps. Bór nakazuje alarm odwołać, co płk Chruściel ps. Monter uczynił rozkazem z godziny 16.00, a 29 lipca rozkaz zostaje wykonany.


Opanowanie paniki 26 lipca i wezwanie gubernatora Fischera z 27 lipca, to wydarzenia kluczowe dla zrozumienia całości. Niemcy zdają sobie doskonale sprawę z nastrojów w Warszawie. Wiedzą jak bardzo społeczeństwo ich nienawidzi. Jeszcze kilka dni temu w mieście panował chaos. I nagle gubernator Fischer, który prawdopodobnie dopiero co powrócił do miasta, wygłasza bezsensowne wezwanie do budowy linii fortyfikacyjnych tak, jakby skrupulatni Niemcy nie mogli tego zrobić pół roku wcześniej. Co te 100 000 osób miałoby robić? Jakie linie fortyfikacyjne budować? Skąd Niemcy wiedzieli, że Rosjanie zdecydują się na walki w mieście? Niemcy nie mieli już sił, aby obsadzić brzeg Wisły (1 sierpnia 8 Armia z marszu przekroczy Wisłę w rejonie Magnuszewa), a tu nagle fortyfikacje w Warszawie będą robić? Warszawa miała linię fortyfikacyjną – to była Wisła, co jeszcze można zrobić? To z pozoru bezsensowne wezwanie gubernatora Fischera miało jeden cel – wywołać powstanie w Warszawie. Dlaczego Niemcy chcieli powstania? Niemcy musieli zdobyć informację od sowietów (poprzez swoich szpiegów lub celowo sowieci pozwolili tej informacji „wypłynąć”), że Armia Czerwona nie udzieli powstaniu pomocy! Oznaczało to również zatrzymanie frontu. To tłumaczy dlaczego Niemcy chcieli, aby powstanie wybuchło i tłumaczy dlaczego Niemcy skierowali do walki niewielkie siły – powstanie miało trwać długo...


Warto w tym kontekście zwrócić uwagę na treść notatki, jaka została sporządzona 1 sierpnia 1944 roku w dowództwie niemieckiej 9 armii: „Oczekiwane powstanie Polaków (AK) w Warszawie zaczęło się o godz. 17.00. Na obszarze całej Warszawy toczą się walki[4].


Odwołanie alarmu, to zła wiadomość dla Stalina. Coś trzeba zrobić. 29 lipca 1944 Radio Moskwa (w godzinach wieczornych) nadało w języku polskim wezwanie do ludności Warszawy. Głosiło ono, że dla polskiej stolicy „godzina czynu wybiła” oraz zapowiadało, że „czynną walkę na ulicach Warszawy (...) nie tylko przyspieszymy chwilę ostatecznego wyzwolenia, lecz ocalimy również majątek narodowy i życie waszych braci”.


To jednak ciągle za mało, trzeba więcej, aby poderwać Polaków do walki. 30 lipca 1944 należąca do komunistycznego ZPP „Radiostacja Kościuszko” w godz. 15.00, 20.55, 21.55, i 23.00 (czterokrotnie) nadała następującą wiadomość:

Warszawa drży w posadach od ryku dział. Wojska sowieckie nacierają gwałtownie i zbliżają się do Pragi. Nadchodzą, aby przynieść nam wolność. Niemcy wyparci z Pragi będą usiłowali bronić się w Warszawie. Zechcą zniszczyć wszystko. W Białymstoku burzyli wszystko przez sześć dni. Wymordowali tysiące naszych braci. Uczyńmy, co tylko w naszej mocy, by nie zdołali powtórzyć tego samego w Warszawie. Ludu Warszawy! Do broni! Niech cała ludność stanie murem wokół Krajowej Rady Narodowej, wokół warszawskiej Armii Podziemnej. Uderzcie na Niemców! Udaremnijcie ich plany zburzenia budowli publicznych. Pomóżcie Czerwonej Armii w przeprawie przez Wisłę. Przysyłajcie wiadomości, pokazujcie drogi. Milion ludności Warszawy niech stanie się milionem żołnierzy, którzy wypędzą niemieckich najeźdźców i zdobędą wolność!


Sowieckie lotnictwo zrzuciło także nad miastem ulotki propagandowe o podobnej treści.


31 lipca komunikat sowiecki doniósł, że oddziały rosyjskie wzięły do niewoli dowódcę 73 dywizji niemieckiej (generał Friedrich Franek), która broniła Pragi.


Polacy nie dali się podpuścić 28 lipca i teraz narobiło się trochę niezręcznie, a cała sprawa śmierdzi. Komunikaty poszły w świat i wydaje się, że teraz sowieci muszą pomóc powstaniu, gdy wybuchnie. Ale Stalin wie, że dla niego Churchill i Roosevelt, są zbyt ciency i każde kłamstwo przełkną. Już ich przetestował katyńską zbrodnią.


Ale 31 lipca 1944 szczęście uśmiecha się do sowietów. Pułkownik Antoni Chruściel ps. Monter, osoba niezrównoważona, o ograniczonych zdolnościach do właściwej oceny sytuacji i podejmowania decyzji[5], na naradzie KG AK poinformował, że Armia Czerwona wyzwoliła już Radość, Miłosną, Okuniew, Wołomin i Radzymin, a sowieckie czołgi były widziane na Pradze (chyba oczami wyobraźni). Pod wpływem tej informacji generał Tadeusz Komorowski ps. Bór wymógł na delegacie Jankowskim wydanie decyzji o rozpoczęciu powstania. Postanowiono iż rozpocznie się ono następnego dnia o godz. 17.00


1 sierpnia 1944 wybucha Powstanie Warszawskie.


3 sierpnia 1944 odbywa się pierwsza rozmowa Stalina z Mikołajczykiem. Przypuszczalnie Stalin planował powiedzieć wiele o trudnej sytuacji wojsk sowieckich pod Warszawą i oczywiście nie obiecać nic. Ale ku jego zaskoczeniu i może nawet rozbawieniu nie musiał już nic robić – powstanie trwało! Jakimś cudem(?) marzenia dyktatora zostały spełnione. Mikołajczyk zamiast atutu w postaci szykowanego powstania pojawił się w Moskwie w roli petenta proszącego o wsparcie.


9 sierpnia 1944 Stalin w drugiej rozmowie z Mikołajczykiem obiecuje szybką pomoc powstaniu w zrzutach broni i poparcie ze strony lotnictwa w pełnych granicach jego możliwości.


12 sierpnia 1944 agencja TASS poinformowała:

W ostatnich dniach, prasa zagraniczna zamieszczała wiadomości, z powołaniem się na gazety i rozgłośnie Polskiego Rządu Emigracyjnego o powstaniu i walkach, które wybuchły w Warszawie 1 sierpnia na rozkaz emigrantów z Londynu i trwają po dziś dzień. Gazety i rozgłośnie Polskiego Rządu Emigracyjnego czynią przy tym aluzję, jakoby powstańcy w Warszawie pozostawali w kontakcie z dowództwem radzieckim, które nie okazało im należytej pomocy.

TASS upoważnione jest do oświadczenia, że te twierdzenia i aluzje prasy zagranicznej są albo rezultatem nieporozumienia albo przejawem oszczerstwa pod adresem dowództwa radzieckiego. TASS jest poinformowana, że ze strony londyńskich kół polskich, ponoszących odpowiedzialność za wydarzenia w Warszawie, nie czyniono żadnych prób, aby zawczasu zawiadomić i uzgodnić z radzieckim dowództwem wojskowym jakiekolwiek wystąpienia w Warszawie. Wobec powyższego odpowiedzialność za wydarzenia w Warszawie spada wyłącznie na polskie koła emigracyjne w Londynie.


Tej historii nie poznamy do końca nigdy, bo dokumenty sowieckie nigdy nie zostaną ujawnione, a brytyjskie może będą za 500 lat. Mikołajczyk i generałowie też nie powiedzieli nigdy prawdy, bo nikt nie lubi przyznawać się do tego, że zrobiono z niego idiotę. Kłamali w żywe oczy, że nic nie wiedzieli, a decyzje podjął samodzielnie gen. Komorowski ps. Bór.




PS.
Może teraz Polacy zrozumieją, że byli ogrywani jak dzieci w 1830, w 1863, w 1939 i w 1944. Może zrozumieją, że w obliczu tych narodowych tragedii katastrofa smoleńska to tylko drobiazg... w tej grze.

PS2.
Pytania do Czytelnika: czy i jak płk Chruściel został ukarany za samowolne ogłoszenie alarmu 27 lipca? Czy został ukarany za przekazanie fałszywych informacji o „sowieckich czołgach pod Pragą”?

Otóż w dniu 14 września 1944 został awansowany do stopnia generała brygady.

Ogłoszenie alarmu 27 lipca spowodowało dekonspirację wielu osób. Możemy jedynie domyślać się, że miało jeszcze poważniejsze konsekwencje: gen. Komorowski mógł odwołać rozkaz o wybuchu powstania, ale czy można być generałem od odwoływania rozkazów? Odwołanie alarmu z 27 lipca spowodowało, że 31 lipca po otrzymaniu informacji, iż rozpoczęło się się niemieckie przeciwuderzenie od Modlina, powiedział tylko: „Już za późno. Rozkaz został wydany. Zmieniać nie będę.”[6] Teraz pozostało mu przyglądać się bezradnie, bez wiary w swą moc dowódcy, jak rozkręca się machina samozagłady, którą uruchomił.



Zobacz przebieg linii frontu pod Warszawą 31.VII.1944 (druga mapa)







Przypisy

  1. Władysław Anders, Bez ostatniego rozdziału cz.2

  2. Message from Mr Churchill to Marshal Stalin, 20 July 1944, No. 299. Correspondence, vol. i, p. 241

    „ (...) With respect to Poland I have avoided saying anything because I trust in you to make comradeship with the underground movement if it really strikes hard and true against the Germans. Should Mikolajczyk ask to come to see you I hope you will consent.”

  3. Nota O.G. Sargenta z brytyjskiego Foreign Office z 28 lipca 1944 r. do ambasadora Edwarda Raczyńskiego

    „Obawiam się, że niezależnie od trudności skoordynowania takiej akcji z rządem sowieckim, którego siły działają przeciw Niemcom na terenie Polski, względy operacyjne uniemożliwiają nam wypełnienie trzech postulatów, wysuniętych przez Pana w celu pomożenia powstaniu w Warszawie. Nie można przenieść powietrzem ponad Niemcami brygady spadochronowej aż do Warszawy bez ryzyka olbrzymich strat. Również przerzucenie dywizjonów myśliwskich na lotniska w Polsce byłoby długą i skomplikowaną operacją, którą zresztą w każdym wypadku można by przeprowadzić tylko w porozumieniu z rządem sowieckim. (...) Dlatego obawiam się, że w związku z tym rząd Jego Królewskiej Mości nic nie może zrobić.”

  4. Dziennik 9 Armii, s. 82

  5. Należy zwrócić uwagę na następujące fakty:
    • sposób „rozwiązana” problemów z uzbrojeniem: płk Chruściel rozkazuje, aby żołnierzy AK dla których zabrakło broni palnej uzbrajać w siekiery, kilofy, łomy.
    • 27 lipca płk Chruściel w reakcji na wezwanie Fischera ogłasza (bez porozumienia) z KG AK alarm. Zauważmy, że nie przewidywano możliwości odwołania alarmu. Ogłoszenie alarmu oznaczało zajęcie stanowisk, oczekiwanie na broń i sygnał do powstania. 29 lipca alarm został odwołany na polecenie gen. Komorowskiego.
    • według relacji płk. Bokszczanina na odprawie porannej 31 lipca Chruściel przedstawił brak uzbrojenia w oddziałach uważał, że jest ono zbyt słabe, by uderzać na przeciwnika jeszcze nie zdezorganizowanego; tego samego dnia na odprawie o godzinie 17.00 Chruściel zameldował, „że sowieckie oddziały pancerne wdarły się na przedmoście niemieckie na wschód od miasta i zdezorganizowały jego obronę, że sowieckie czołgi są już pod Pragą, a Radość, Miłosna, Okuniew, Wołomin i Radzymin zostały zajęte przez wojska sowieckie”. Wyraził też opinię, „że walkę o Warszawę powinniśmy podjąć bezzwłocznie, w przeciwnym razie będzie za późno”.
    • po wojnie płk Chruściel kłamał, twierdząc, że wydał rozporządzenie o alarmie z 27 lipca w porozumieniu z gen. Komorowskim, a rozmowa ta odbyła się sam na sam. Ponieważ ogłoszenie alarmu oznaczało w rzeczywistości rozkaz do powstania, to decyzja ta nie mogła być podjęta przez dwie osoby. Podczas rozmowy przeprowadzonej w Londynie, 3 maja 1965 r. gen. Komorowski stwierdził: „Alarm zarządził "Monter" samowolnie i na mój rozkaz odwołał. Nigdy nie widziałem się z "Monterem" sam na sam.”
    • podczas tej samej rozmowy gen. Komorowski powiedział: „"Monter" palił się do walki; był za walką. Przedstawił zły stan uzbrojenia oddziałów, ale twierdził, że ze wszystkim da sobie radę.” oraz „Po wojnie "Monter" napisał sporo głupstw. Miał urazy i był zazdrosny o legendę. Było z nim źle. Po 1945 r. nie można było brać "Montera" poważnie.”

  6. Jan M. Ciechanowski, Rozmowa z gen. T. Borem-Komorowskim, dowódcą AK (LINK)