Pamiętajmy, że to co tolerujemy na nic więcej nie zasługuje

Z Henryk Dąbrowski
Skocz do: nawigacja, szukaj
20.04.2011



Poprzez Marsze Milczenia wyrażające sprzeciw przeciwko przemocy (kiedy obywatelskim obowiązkiem jest krzyczeć!), poprzez całkowitą obojętność mediów na los ofiar i jakże aktywną walkę tychże mediów o poprawę losu bandytów przebywających w więzieniach, społeczeństwa krajów są przyzwyczajane do braku kary śmierci w kodeksie karnym. Zniesienie kary śmierci jest przestawiane jako nowe, postępowe, światłe i naukowo uzasadnione rozwiązanie, zaś osoby temu przeciwne są traktowane jako przedstawiciele ciemnoty, zacofania i ciemnogrodu. Mimo całej machiny propagandowej i wbrew zamiarom władz stosunek ludzi do kary śmierci wydaje się pozostawać niezmienny. Ogromna większość ludzi pragnęłaby jej przywrócenia. Zmusza to do postawienia sobie pytania: dlaczego?


Musimy zwrócić uwagę na niechęć przeciwników kary śmierci do dyskusji o tej karze. Czytelnik zechce zauważyć, że rozmowy te nigdy nie dotyczą kary śmierci. Przeciwnicy tej kary spychają rozważania na całkowicie inne tory, z samą karą nie związane, a jedynie przedstawiające prawdziwe lub pozorne trudności i problemy. Dlatego słyszymy, że kara śmierci „jest zemstą społeczeństwa”, ale już nie usłyszymy, że jeśli nawet, to co z tego. Na jakiej podstawie można odmówić społeczeństwu prawa do właściwego ukarania zbrodni, ukarania zgodnego z moralną oceną czynu? Kolejnym słynnym argumentem jest stwierdzenie, że „kara śmierci nie jest karą”. Istotnie, kara to jakaś dolegliwość, wyrok śmierci wykonuje się szybko, a w społeczeństwach cywilizowanych wykonywana jest i szybko i bezboleśnie. Oczywiście stwierdzenie, że oto spotkało zbrodniarza szczęście i zamiast kary otrzymał „nagrodę śmierci”, jakoś w postępowych gremiach dyskutowane nie jest. Spotkamy jeszcze wiele innych pomysłów typu: kto taką karę będzie wykonywał? Czy aby znajdą się chętni do jej wykonania? Albo padnie pytanie, czy wykonujący karę śmieci nie staje się mordercą i tym samym na śmierć nie zasługuje? Albo podnoszone będą pomyłki sądowe, kiedy to prawdopodobieństwo takich pomyłek w wyniku rozwoju technik kryminalnych spadło praktycznie do zera! Albo usłyszymy, że przestępca już się zmienił i jest innym człowiekiem, ale już nie usłyszymy, że ofiara również chciałaby się zmienić z osoby martwej w żywą. Albo wskaże się, że jej zniesienie teraz, uchroni nas w przyszłości od jej wykonywania, kiedy w naszym kraju znowu będzie dyktatura (ostatnie zdanie jest autentycznym argumentem). Możemy też spotkać się ze stwierdzeniem, że „każdy może być mordercą”. Skoro każdy może, to i ten który zabił, naprawdę niewiele jest winien i stosowanie kary śmierci nie ma sensu. Oczywiście nigdy nie dowiemy się, na czym dyskutujący swoje stwierdzenie oparł. Zauważmy, że żadna z tych uwag nie dotyka istoty kary śmierci. To tylko spychanie dyskusji na boczny tor, w ślepy zaułek, w którym adwersarze najczęściej się gubią...


Społeczeństwo jednak pamięta, że wiele ofiar morderców nie zostało zbitych jednym strzałem z pistoletu lub jednym pchnięciem noża. Duża część ofiar była dręczona, bita i poniżana. Ofiary przeżywały ból, strach, rozpacz, poczucie bezradności, może czasami pragnęły śmierci. W wielu przypadkach trwało to długo — morderca cierpliwie czekał, aż ofiara umrze i dobrze się bawił. Zapewne, gdyby tylko ofiary mogły, to zabiłyby swojego oprawcę. Wpakowałyby weń cały magazynek pistoletu, od którego kul zginęły. Wbiłyby w gardło mordercy nóż, którym zadawał im ból, strach i cierpienie. Wepchnęłyby mordercę pod nadjeżdżający pociąg lub zepchnęłyby z mostu, aby utonął.


Brakło im okazji, sił, możliwości...


Społeczeństwo zawsze będzie traktowało ofiarę, której udało się zabić niedoszłego mordercę jak bohatera! I to samo społeczeństwo nigdy nie pogodzi się z sytuacją, że na sali sądowej rodziny ofiar dowiadują się z niejakim zdziwieniem, iż oto ich najbliżsi próbowali, broniąc się, zabić kogoś, kogo teraz koniecznie trzeba przywrócić społeczeństwu! Odważni ludzie nigdy nie pogodzą się z tym, że zbrodniarz może na sali sądowej bezkarnie wyśmiewać rodzinę ofiary. Może straszyć, że jak wyjdzie to „pozabija wszystkich” itd., bowiem i tak, co najwyżej dostanie dożywocie.


Wszyscy przeciwnicy pozostawienia kary śmierci w kodeksie karnym nie dostrzegają jej moralnego wymiaru. Jej obecność w prawie jest niezgodą społeczeństwa na ZEZWIERZĘCENIE.


To sprzeciw wobec traktowania mordercy z większym szacunkiem, niż traktuje się ofiarę. To brak zgody na karkołomność prawa, które nie pozwala zabić mordercy, ale godzi się ze śmiercią niedoszłego mordercy (gdy ofiara, broniąc się, zabije bandytę). Ostatnie zdanie nie jest śmieszne. To zapis w prawie, który mówi wyraźnie: morderco, jeśli chcesz żyć, to koniecznie zabij swoją ofiarę, jeśli ofiara zabije ciebie, to już nic ci nie pomoże.


Dlatego zawsze pamiętajmy: brak kary śmierci w kodeksie karnym jest pogardą dla ofiar. I nie wolno rozpatrywać tej kary w kategoriach technicznych i statystycznych. To problem moralny i jednocześnie fundamentalne pytanie


Czy społeczeństwo może odmówić zwierzętom praw, które przysługują ludziom?


Dyskusja o karze śmierci powinna koncentrować się nad tym pytaniem. Uważam, że zniesienie kary śmierci wpisuje się w cały szereg działań mających wychować nowego człowieka Europy – człowieka z przetrąconym kręgosłupem moralnym. Jest to tak naprawdę kolejne wezwanie do tolerancji i kolejne ustanowienie jej w praktyce. To narzucenie akceptacji dla zwierząt wśród ludzi. Pozwolę sobie zacytować jakże wymowną opinię Stanisława Michalkiewicza o prawdziwej naturze tych „tolerancji”


Tolerancja oznacza dzisiaj wymuszanie akceptacji.(...) «dzisiaj» oznacza ona już nie cierpliwe znoszenie czegoś czym np. się brzydzę, w imię jakiejś wyższej racji. Dzisiaj tolerancja ma oznaczać zakaz brzydzenia się, ma oznaczać przymus zmiany poglądów i upodobań...[1]





Przypisy

  1. S. Michalkiewicz, Jądro ciemności, „Najwyższy Czas” 16 czerwca 2006